|
Zdarzyło się, podczas procesji Bożego Ciała w 1564 r. w Lublinie, że szlachcic wyznania ariańskiego, niejaki Erazm Otwinowski, podszedł do księdza niosącego monstrancję i rzekł do niego takie oto słowa:
„Tyle razy ci mówiłem, abyś tego nie robił, a ty, obiecałeś, że już nie będziesz! A oto znów dopuściłeś się. Odmów modlitwę Pańską”. Ksiądz zaczął: - Ojcze nasz, który jesteś w niebie... A Otwinowski na to: „A więc sam mówisz, że w niebie. On jest w niebie, a nie w twojej puszce”. Po czym wyrwał monstrancję z rąk kapłana i podeptał, mówiąc, że nie godzi się ludziom takich głupot wmawiać. Po dokonaniu tego czynu Otwinowski schronił się do domu swego współwyznawcy, Piotra Suchodolskiego, podstarościego lubelskiego, a następnie opuścił Lublin. W końcu został jednak aresztowany i postawiony przed Sądem Sejmowym, jako właściwym do orzekania w sprawach dotyczących szlachty osiadłej, a zagrożonych karą śmierci. Nie wchodźmy w kompetencje Boga Oskarżonego o zbezczeszczenie Najświętszego Sakramentu Otwinowskiego bronił przed sądem Mikołaj Rej z Nagłowic – polityk, muzyk i teolog ewangelicki, znany jako „ojciec literatury polskiej” – pierwszy poeta piszący po polsku. Swą rolę adwokata odegrał w sposób wyjątkowo sprawny, dowcipny – i wreszcie skuteczny. Argumentował mianowicie, że Otwinowski powinien jedynie zapłacić poszkodowanemu księdzu odszkodowanie za zniszczone monstrancję i hostię, zaś ukaranie go za znieważenie majestatu boskiego należy zostawić samemu Panu Bogu. Jeśli Bóg poczułby się obrażony czynem Otwinowskiego, to mógł go skarać natychmiast – np. rażąc go piorunem. Skoro jednak tego nie zrobił, to nie należy Go wyręczać i wchodzić w Jego kompetencje – nie mając żadnej pewności odnośnie tego, jaka jest Jego wola w tej kwestii. Co najmniej 200 lat do przodu Pod wpływem przemowy Mikołaja Reja Otwinowski został uwolniony od stawianego mu zarzutu świętokradztwa i skazany jedynie na zapłacenie odszkodowania za zniszczone przedmioty. Warto zauważyć, że uwidocznione w sprawie Otwinowskiego poglądy Mikołaja Reja na temat tego, jakie stosunki powinny panować między prawem, a religią, wyprzedzały swoją epokę o co najmniej przeszło 200 lat. Argumentując przed Sądem Sejmowym, że Otwinowski powinien ponieść odpowiedzialność jedynie za materialne skutki swojego czynu, Mikołaj Rej agitował – być może w sposób nie do końca świadomy – za pełną, absolutną neutralnością religijną państwa i prawa, czyli ideą, która stała się szerzej znana dopiero pod koniec XVIII w. za sprawą pism „Ojców – Założycieli” Stanów Zjednoczonych, w tym głównie Thomasa Jeffersona (choć która po raz pierwszy pojawiła się ponoć w XVII w. w piśmiennictwie polskich arian) i której pełna realizacja do dziś pozostaje w Polsce postulatem de lege frenda. Bartłomiej Kozłowski Za, więcej: http://kalendarium.polska.pl/wydarzenia/article.htm?id=309665
|